Wytrzeszczyłam oczy tak mocno, że aż zabolało. Z Nieba, dobry żart. Tylko że nie było mi do śmiechu - nie w takiej chwili. Zdawałam sobie sprawę, że to może być prawda.
- Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę was wystraszyć. - odezwała się "Marie z Nieba" - Chodzi o to, że świat jest zupełnie inny, niż wam się dotąd wydawało.
Miałam ochotę zalać kobietę gradem pytań, wyrzucić z siebie wszystko, dać ujście nerwom, lecz ogarnął mnie tak niewiarygodny spokój, że przymrużyłam oczy w oczekiwaniu na opowieść.
- Możemy cię wysłuchać - odezwał się George - ale nie oczekuj, że od razu ci uwierzymy.
- Rozumiem, więc muszę was przekonać? A więc zaczynam - westchnęła i wzięła głęboki wdech - Nie jesteście już ludźmi.
No tego to się nie spodziewałam. Przewidywałam, że to ona nie jest człowiekiem, no ale ja? Spojrzałam na moje ręce, nogi - wszystko normalne. Szybko jednak olśniło mnie i w panice pomacałam twarz - na szczęście była.
- Kontynuuj - szepnął wyraźnie zdenerwowany Will.
- Włada nami, i ogólnie wszystkim Pan - zamieszkujący Niebo ze wszystkimi podwładnymi. To On, wraz ze swoim bratem stworzył wszystko co nas otacza. Niestety, owy brat wkrótce zbuntował się, gdy Pan powołał do życia pierwszego człowieka. Wtedy pochłonęła go ciemność - stworzył sobie nowy dom - piekło, a siebie nazwał diabłem Lucyferem, panem ciemności, pragnącym za wszelką cenę zniszczyć ludzkość. Dlatego tworzy własnych poddanych - Emptych, nazywanych przez nas po prostu Ciemnymi. Są to ogromne potwory bez twarzy, które wysysają z ludzi duszę. Tak, ten stwór, którego spotkaliście, to był Ciemny - a w ramach samoobrony zaczęły się budzić wasze moce. Ale o tym porozmawia już z wami wasz nowy nauczyciel. Kontynuując, Empty żywią się duszami, ponieważ same ich nie posiadają. Lucyfer dla wygody zabrał im wolną wolę, uczucia czy rozum, więc nie możemy winić ich za to co robią - posiadają jedynie wolę przetrwania, która nakazuje im żywić się tym, co wyczuwają jako jedyne - czyli ludzką duszę.
Gdy Ciemny wyssie taką duszyczkę, człowiek o niczym nie ma pojęcia. Dopiero gdy umrze, zamiast do Nieba błądzi pomiędzy tamtym światem a ziemią. Staje się Nicością, którą uratować mogą tylko Anioły.
Nikt nie trafia do piekła - Lucyfer nigdy by na to nie pozwolił. Wszyscy pośmiertnie trafiają do Nieba, ale niekoniecznie żyje im się tam dobrze.
Gdy człowiek wiódł uczciwe, przepełnione dobrem życie, w Niebie niczego, dosłownie niczego mu nie brakuje. Jeśli natomiast człowiek był nieuczciwy, czynił zło - będzie cierpiał przez jakiś czas. Gdy grzechy zostaną odpokutowane, wszyscy trafiają do Domu Ostatecznego, czyli krainy wiecznego szczęścia.
Omówmy Niebo - a raczej jego mieszkańców. Podzieleni są na Oddziały, które mają określone obowiązki.
Anioły - to one ratują Nicości krążące w międzyświatku. Jeżeli "pustka" po duszy przez 24 godziny nie zostanie uratowana przez Anioła, sama zamienia się w Ciemnego. Gdy natomiast zdąży uratować bidulę, odsyła go do Pokoju Powrotu, gdzie pracują tak zwani Czyściciele. Przywołują i "oczyszczają" (z plam które naniósł Empty) duszę nicości, aby ta mogła wejść do świata umarłych. Do Pokoju trafiają także wszystkie zabite Empty i pożarte przez nie dusze, które idą na "przechowanie".
Urzędnicy kontrolują Oddziały, aby sprawnie działały, oraz wyznaczają zadania. Zdarza im się też odrobinę kontrolować niektóre decyzje ludzi, na przekór Fatum - są to jednak nieistotne błahostki.
Fatum i jej Czarne Anioły - Fatum ustala los każdego człowieka, a Czarne Anioły, zgodnie z losem wyznaczonym przez Fatum, uśmiercają ludzi.
Ostatnim Oddziałem są Zwalczający - bardzo ważni, ponieważ "zabijają" Emptych. I wy się nimi staliście - dlatego nie można nazwać was ludźmi. - zamilkła na chwilę i przymknęła oczy - Teraz najgorsza wiadomość. Nie wiem jak wam to powiedzieć, a rzadko mi się to zdarza. No więc, wasze rodziny... nie możecie już do nich wrócić. Widzą was, ale już nie jesteście ludźmi. Narazilibyśmy ich na zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Przykro mi.
Zaschło mi w gardle. Nie, pojawił się tam jakiś wielki kluch, którego kawałek wpadł do żołądka, a następnie mocno ranił serce.
Mój tata, moja mama, młodszy brat... wszystko miało przepaść. Miałam już nigdy ich nie zobaczyć, nie porozmawiać z nimi, nawet pożegnać... Naprawdę, nie było innego wyjścia?!
Ze łzami w oczach podniosłam jak dotąd opuszczoną głowę, by móc spojrzeć na Marie - jednak ona spoglądała w Niebo marszcząc brwi.
- Rozumiem... rozumiem... - mruknęła do siebie. Albo tylko mi się wydawało, że do siebie.
- Słuchajcie! Wiem, że to dla was trudne, ale weźcie się w garść! Musimy jak najszybciej znaleźć wam nauczyciela, przeczuwamy coś złego. Czy mogę zabrać was już do Nieba? - wstała i uśmiechnęła się zachęcająco.
- Tak, proszę pani! - krzyknęliśmy równo.
- Mówcie mi Marie - zaśmiała się i znikąd pojawiła się w jej dłoni złota klamka. Zaczęłam zastanawiać się, skąd się wzięła i po jakie licho gdzieś ją nosiła, ale zaniemówiłam z wrażenia.
Marie "powiesiła" przedmiot w powietrzu jak na niewidzialnych linkach. I oto przed nami stały już wielkie, srebrzystobiałe wrota. Marie machnęła ręką, jakby kogoś nam przedstawiając - To co - uśmiechnęła się szeroko - Zapraszam do Nieba!
- Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę was wystraszyć. - odezwała się "Marie z Nieba" - Chodzi o to, że świat jest zupełnie inny, niż wam się dotąd wydawało.
Miałam ochotę zalać kobietę gradem pytań, wyrzucić z siebie wszystko, dać ujście nerwom, lecz ogarnął mnie tak niewiarygodny spokój, że przymrużyłam oczy w oczekiwaniu na opowieść.
- Możemy cię wysłuchać - odezwał się George - ale nie oczekuj, że od razu ci uwierzymy.
- Rozumiem, więc muszę was przekonać? A więc zaczynam - westchnęła i wzięła głęboki wdech - Nie jesteście już ludźmi.
No tego to się nie spodziewałam. Przewidywałam, że to ona nie jest człowiekiem, no ale ja? Spojrzałam na moje ręce, nogi - wszystko normalne. Szybko jednak olśniło mnie i w panice pomacałam twarz - na szczęście była.
- Kontynuuj - szepnął wyraźnie zdenerwowany Will.
- Włada nami, i ogólnie wszystkim Pan - zamieszkujący Niebo ze wszystkimi podwładnymi. To On, wraz ze swoim bratem stworzył wszystko co nas otacza. Niestety, owy brat wkrótce zbuntował się, gdy Pan powołał do życia pierwszego człowieka. Wtedy pochłonęła go ciemność - stworzył sobie nowy dom - piekło, a siebie nazwał diabłem Lucyferem, panem ciemności, pragnącym za wszelką cenę zniszczyć ludzkość. Dlatego tworzy własnych poddanych - Emptych, nazywanych przez nas po prostu Ciemnymi. Są to ogromne potwory bez twarzy, które wysysają z ludzi duszę. Tak, ten stwór, którego spotkaliście, to był Ciemny - a w ramach samoobrony zaczęły się budzić wasze moce. Ale o tym porozmawia już z wami wasz nowy nauczyciel. Kontynuując, Empty żywią się duszami, ponieważ same ich nie posiadają. Lucyfer dla wygody zabrał im wolną wolę, uczucia czy rozum, więc nie możemy winić ich za to co robią - posiadają jedynie wolę przetrwania, która nakazuje im żywić się tym, co wyczuwają jako jedyne - czyli ludzką duszę.
Gdy Ciemny wyssie taką duszyczkę, człowiek o niczym nie ma pojęcia. Dopiero gdy umrze, zamiast do Nieba błądzi pomiędzy tamtym światem a ziemią. Staje się Nicością, którą uratować mogą tylko Anioły.
Nikt nie trafia do piekła - Lucyfer nigdy by na to nie pozwolił. Wszyscy pośmiertnie trafiają do Nieba, ale niekoniecznie żyje im się tam dobrze.
Gdy człowiek wiódł uczciwe, przepełnione dobrem życie, w Niebie niczego, dosłownie niczego mu nie brakuje. Jeśli natomiast człowiek był nieuczciwy, czynił zło - będzie cierpiał przez jakiś czas. Gdy grzechy zostaną odpokutowane, wszyscy trafiają do Domu Ostatecznego, czyli krainy wiecznego szczęścia.
Omówmy Niebo - a raczej jego mieszkańców. Podzieleni są na Oddziały, które mają określone obowiązki.
Anioły - to one ratują Nicości krążące w międzyświatku. Jeżeli "pustka" po duszy przez 24 godziny nie zostanie uratowana przez Anioła, sama zamienia się w Ciemnego. Gdy natomiast zdąży uratować bidulę, odsyła go do Pokoju Powrotu, gdzie pracują tak zwani Czyściciele. Przywołują i "oczyszczają" (z plam które naniósł Empty) duszę nicości, aby ta mogła wejść do świata umarłych. Do Pokoju trafiają także wszystkie zabite Empty i pożarte przez nie dusze, które idą na "przechowanie".
Urzędnicy kontrolują Oddziały, aby sprawnie działały, oraz wyznaczają zadania. Zdarza im się też odrobinę kontrolować niektóre decyzje ludzi, na przekór Fatum - są to jednak nieistotne błahostki.
Fatum i jej Czarne Anioły - Fatum ustala los każdego człowieka, a Czarne Anioły, zgodnie z losem wyznaczonym przez Fatum, uśmiercają ludzi.
Ostatnim Oddziałem są Zwalczający - bardzo ważni, ponieważ "zabijają" Emptych. I wy się nimi staliście - dlatego nie można nazwać was ludźmi. - zamilkła na chwilę i przymknęła oczy - Teraz najgorsza wiadomość. Nie wiem jak wam to powiedzieć, a rzadko mi się to zdarza. No więc, wasze rodziny... nie możecie już do nich wrócić. Widzą was, ale już nie jesteście ludźmi. Narazilibyśmy ich na zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Przykro mi.
Zaschło mi w gardle. Nie, pojawił się tam jakiś wielki kluch, którego kawałek wpadł do żołądka, a następnie mocno ranił serce.
Mój tata, moja mama, młodszy brat... wszystko miało przepaść. Miałam już nigdy ich nie zobaczyć, nie porozmawiać z nimi, nawet pożegnać... Naprawdę, nie było innego wyjścia?!
Ze łzami w oczach podniosłam jak dotąd opuszczoną głowę, by móc spojrzeć na Marie - jednak ona spoglądała w Niebo marszcząc brwi.
- Rozumiem... rozumiem... - mruknęła do siebie. Albo tylko mi się wydawało, że do siebie.
- Słuchajcie! Wiem, że to dla was trudne, ale weźcie się w garść! Musimy jak najszybciej znaleźć wam nauczyciela, przeczuwamy coś złego. Czy mogę zabrać was już do Nieba? - wstała i uśmiechnęła się zachęcająco.
- Tak, proszę pani! - krzyknęliśmy równo.
- Mówcie mi Marie - zaśmiała się i znikąd pojawiła się w jej dłoni złota klamka. Zaczęłam zastanawiać się, skąd się wzięła i po jakie licho gdzieś ją nosiła, ale zaniemówiłam z wrażenia.
Marie "powiesiła" przedmiot w powietrzu jak na niewidzialnych linkach. I oto przed nami stały już wielkie, srebrzystobiałe wrota. Marie machnęła ręką, jakby kogoś nam przedstawiając - To co - uśmiechnęła się szeroko - Zapraszam do Nieba!