Po zajęciach miałam zamiar iść na siatkówkę. Mijał trzeci miesiąc szkoły, ogólnie nudy, zero fajnych ludzi. Tak mi się wydaje. Głównie zwracam uwagę na to, jak ktoś reaguje na moje angielskie imię i nazwisko. Na razie nikt nie zdał tego "egzaminu".
Wuefistka już czekała. Obok niej stały trzy osoby - dziewczyna i dwóch chłopaków.
- Dzień dobry, Alice! - przywitała mnie nauczycielka. Oczywiście wszyscy tam obecni uczniowie spojrzeli na mnie tym idiotycznym wzrokiem - chyba że miałam już na tym punkcie świra, co było bardzo prawdopodobne.
- Proszę, ustaw się na pozycji przyjmującego. Zaraz zaczynamy grę.
Po chwili doszła jeszcze czwórka innych uczniów. Rozpoczął się mecz. Grałam po stronie tych o "prawdopodobnie idiotycznym spojrzeniu". Jeśli nawet taki był, to zainteresowanie moją osobą chyba minęło.
Gra szła nam wyjątkowo dobrze. Świetnie ze sobą współpracowaliśmy, jakbyśmy znali się od urodzenia. To było dziwne, jak zresztą wszystko w moim życiu.
Jednym z przykładów mojej "dziwności" były nasilające się bóle, może skurcze, w całym moim ciele, odkąd skończyłam 13 lat. To już 3 miesiące - był 29 grudnia. Oczywiście, aby naraz wszystkich do siebie zniechęcić, musiało się to zdarzyć w dniu dzisiejszym, na siatkówce.
Wszystko zaczęło mnie boleć - ciało mi zdrętwiało, ale w nogach i kręgosłupie straciłam czucie. Upadłam na ziemię, nie mogąc utrzymać się na nogach. Skrzywiłam się z bólu. Nogi i plecy, w których niestety odzyskałam czucie rozpoczęły boleśnie mrowieć, które po chwili zmieniło się w piekielne pieczenie. Powoli z bólu traciłam przytomność.
Ocucił mnie lodowaty przedmiot umiejscowiony na mojej głowie. Z zamiarem pozbycia się owego czegoś chciałam podnieść rękę, jednak mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.
Powolutku otworzyłam oczy. Oślepił mnie blask żyrandola w jakimś i tak już wystarczająco jasnym pomieszczeniu.
- Alice, obudziłaś się już? Czy coś cię boli? - pielęgniarka najwyraźniej się martwiła.
- Już dobrze - wyjąkałam. Głos miałam zachrypnięty. Znów spróbowałam podnieść rękę i, o dziwo, udało się! Teraz jednak nie wiedziałam, co z tą podniesioną ręką począć, bo zimno na czole przyjemnie chłodziło rozgrzaną głowę. Postanowiłam podrapać się więc po nosie.
- Alice, dobrze już? - powiedziała jakaś dziewczyna. Obróciłam głowę w stronę, z której dobiegał głos.
Dopiero teraz zobaczyłam troje współzawodników z boiska siedzących na podłodze w rogu.
- Tak, wszystko już dobrze. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Czy mogłabym prosić o szklankę wody?
Po wypiciu zimnego płynu chwilę posiedziałam, aby nabrać sił. Gdy poczułam przypływ energii, grzecznie podziękowałam pielęgniarce i oznajmiłam, że wybieram się do domu. Już sięgałam do drzwi, jednak zatrzymało mnie ramię kobiety, która patrzyła na mnie głupawo.
- Czy sądzisz, że puszczę cię samą? - była wyraźnie rozbawiona i zdziwiona.
- Proszę pani, my możemy ją odprowadzić - zabrał głos wysoki, dobrze zbudowany chłopak.
- Ach, no więc dobrze. Ale dopilnujcie, żeby doszła do domu! - usiadła przy swoim biurku, zapisując coś w notesie.
Obu chłopców złapało mnie pod ramiona. Poczułam się trochę niezręcznie - poradziłabym sobie sama. Już chciałam zaprotestować, ale oni prowadzili mnie po schodach. Uważając, aby się nie potknąć, zapomniałam o zażenowaniu.
Szliśmy jak w dziwnym pochodzie. Pierwsza dziewczyna, potem ja, a kilka centymetrów za mną chłopcy. W tym czasie zdążyłam zauważyć, że osoba idąca przede mną ma przepiękne, czarne włosy, które idealnie proste, sięgały jej do pasa. Nagle, jakby czytała w moich myślach, odwróciła się w moją stronę.
Miała prostą grzywkę sięgającą linii brwi. Jej ciemnobrązowe oczy były trochę podłużne, a nos odrobinę szpiczasty. Pełne, różowe usta były mocno zaciśnięte ale wyrażające przyjacielskie nastawienie, tak samo jak oczy. Cerę miała ciemną, a policzki lekko zaróżowione. Na oko była troszkę ode mnie wyższa i lepiej zbudowana, co stwierdziłam, pomimo zimowej kurtki. Zacisnęła pięści i wzięła głęboki wdech.
- Co tak naprawdę stało ci się wtedy, na sali gimnastycznej?
Serce zabiło mi szybciej. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Emn... miałam skurcz. - zadziwiła mnie beznadziejność mojej własnej odpowiedzi.
- Proszę, powiedz prawdę, bo być może cierpimy na to samo. - spojrzała na mnie błagalnie.
- No dobrze, więc... całe ciało mi zdrętwiało... ale w nogach i kręgosłupie początkowo straciłam czucie, co po chwili zamieniło się w palenie, pieczenie... nie wiem nawet jak to nazwać. - wyznałam szczerze.
- Rozumiem... - zamyśliła się - ja mam tak samo, tylko że z dłońmi.
- Jak was tak słucham, to ja mam tak samo - z ramionami - przypomniał o swojej obecności osiłek.
- Boże, ja mam tak samo z głową! - dodał okularnik, jak dotąd milczący.
Wszyscy zaczęliśmy rozmyślać intensywnie. Coś się działo, a my nie mieliśmy pojęcia co. Typowe u nastolatków.
- Ach, tak w ogóle to jestem Sarah - przerwała ciszę pięknowłosa.
- Haha, zupełnie zapomniałem się przedstawić! - Zaśmiał się mięśniak - jestem George - ukłonił się szarmancko.
- Ja jestem Will - wyszczerzył zęby okularnik.
Zastanawiało mnie jedno - czemu wszyscy mamy angielskie imiona?! Sarah mnie wyprzedziła.
- Wszyscy pochodzicie z Wielkiej Brytanii?! Jak to możliwe?!!!
- Nie wiem, ale to jest nawet fajne - odpowiedział George.
- W sumie, to tak - dodał Will.
Zaczęliśmy się śmiać i rozmawiać o swoim pochodzeniu. Okazało się, że wszyscy przeprowadzili się, gdy mieli około 4-5 lat - tak samo jak ja.
Sielankę przerwał huk pękającej szyby pobliskiego mieszkania. Spojrzeliśmy w tamto miejsce i serce zamarło nam ze strachu. Stał tam wysoki na dobre 4 metry, człowiekopodobny stwór. Tyle, że on nie miał twarzy. Myślałam, że zemdleję ze strachu. Wtedy to nastąpiło znowu - ból w kończynach i brak czucia w kręgosłupie oraz nogach, Gdy upadałam, kątem oka zauważyłam, że moi nowi znajomi też zwijają się z bólu. Nagle śmignęło coś różowego, rozległ się ogromny huk, coś trzasnęło i straciłam przytomność.
Otworzyłam oczy. Leżałam na twardym betonie. Czułam się jak przed atakiem, więc usiadłam. Od razu tego pożałowałam, bo zakręciło mi się w głowie.
- O, obudziła się już nasza Alice! - nieznajomy głos był radosny i ciepły. Spojrzałam w stronę z której dobiegał i znowu zakręciło mi się w głowie.
Na krawężniku siedziała sobie z gracją różowowłosa kobieta. Była piękna - ubrana w beżową sukienkę do kolan uśmiechała się do mnie szeroko. Różowe kosmyki sięgały jej ramion - przedziałek na środku głowy dodawał nieznajomej uroku. Zauważyłam jeszcze, że ma nienaturalne, jaskrawożółte oczy. Trochę się wystraszyłam, ale strach ustąpił miejsca ciekawości.
- Kim pani jest? I skąd zna pani moje imię? - zapytałam lekko nieprzytomnym głosem. Przy okazji odnalazłam wzrokiem moich przyjaciół - wszyscy już siedzieli i przyglądali mi się zaniepokojeni. Posłałam im porozumiewawczy uśmiech, który miał znaczyć "Spoko, już wszystko ze mną w porządku!". Chyba zrozumieli, bo go odwzajemnili.
Teraz wszyscy patrzyliśmy w stronę kobiety. Nadal siedziała spokojnie na krawężniku.
Wtedy to właśnie odkryłam coś bardzo niepokojącego - był grudzień, więc zima. Zegar na pobliskim wieżowcu wskazywał 17:40, powinno być ciemno jak w grobie - tu natomiast jasno było jak w południe. Dodatkowo nie miałam na sobie kurtki, która teraz spełniała rolę mini-krzesełka. I było mi wystarczająco ciepło.
- Jestem Marie - zaczęła nieznajoma - i jestem z Nieba.
No i jest, rozdział pierwszy dodany! Teraz, niestety nastąpi przerwa - nie będzie mnie dobry miesiąc, więc bardzo was proszę o cierpliwość - postaram się rozdział dodać najszybciej jak się da. Zachęcam do komentowania, bo to dla mnie ogromna motywacja.
Jezu, to bylo zajebiste .u. Więcej ;-;
OdpowiedzUsuńNo, widzę, że nieźle nagimnastykowałaś palce, żeby to napisać ;) Nawet nie wiem od czego zacząć *O*
OdpowiedzUsuńAkcja z siatkówką i to na pozór dziwne, angielskie imię. Spoko, zwykły zbieg okoliczności. Skurcze. Okej, zdarza się. Do momentu pojawienia się pielęgniarki w opku czytałam z zapartym tchem. Potem musiałam zrobić sobie przerwę, żeby ochłonąć :) Pozytywnie zaskoczyłaś mnie narracją pierwszoosobową. Wszystko idzie gładko i w idealnym tempie. Aż mam wrażenie, że czytam książkę. Mrrrr... jak ja kocham siatkówkę! <3
Pojawienie się reszty głównych bohaterów. Samo to, że wszyscy mają podobne ''dolegliwości'' i pochodzą z Wielkiej Brytanii. Ciekawy zbieg okoliczności.
Następnie pojawienie się tego monstrum i skurcze, które owładnęły przyjaciół. Spodziewałam się raczej, że opiszesz szczegółowo tego zwierza, jednak tak też jest dobrze ;) To tylko taki mój odchył na rzeczy dziwne i potworaki =3
Na końcu opis różowowłosej anielicy (jak przypuszczam) i tajemnice miejsce przebywania bohaterów.
Już mogę śmiało powiedzieć, że kocham to opko. Zdecydowanie mój klimat <3 Jak najbardziej jestem pozytywnie zaskoczona Twą twórczością, kochana :)
Z niecierpliwością czekam na nowy wpis, trzymaj się cieplutko w te mrozy.
Pozdrawiam :)